Wybory prezydenckie tuż tuż, a ja wcale nie jestem pewien czy i na kogo głosować.
Zadaję sobie kilka pytań:
1. Jaka przyszłość czeka Polskę w przypadku wyboru danego kandydata?
2. Czy cele i dążenia głównych partii politycznych są zgodne z moimi celami? Czy mogę się z nimi choć w części utożsamiać?
3. Czy w ogóle warto głosować?
Zróbmy krótkie rozpoznanie sceny politycznej. Wbrew pozorom wszystkie partie mające reprezentację w Sejmie są partiami lewicowymi. Przyglądając się ich programom lub ich realizacji w praktyce nie zauważymy dużej różnicy pomiędzy PiS, PO i SLD. Wszystko są to socjal-demokraci, którzy zrobią wszystko dla zachowania status quo systemu. I nie można się im dziwić. W demokracji większość ma rację a najlepszy sposób na zdobycie przychylności większości to rozdawnictwo państwowej (czytaj mojej i twojej) kasy. System taki zwany kolektywizmem jest podstawą działania tych partii, które przychylność narodu zdobyły wyrzucając poza burtę głos rozsądku.
System będzie trwał dopóty, dopóki wyborcy nie poświęcą trochę czasu na zdobycie podstawowych informacji o zasadach jego działania. Spędzamy godziny na analizach co kupić na allegro, jaki wybrać model TV czy samochodu. Większość z nas prędzej będzie przyglądała się jak schnie farba niż weźmie do ręki książkę o ekonomii. Systemowi jest to oczywiście na rękę. Wiadomo, że stadem baranów zarządza się łatwiej niż grupą profesorów uniwersytetu. Politycy z jednej strony nawołują do brania udziału w wyborach, a z drugiej wolą abyśmy głębiej w temat polityki, ekonomii czy historii nie wchodzili.
Dodatkowo nie wolno zapominać o wpływie sił z zewnątrz, które chcą i próbują ustawić polityków według własnych potrzeb. Wojna między grupami wpływu o nasze portfele i umysły toczy się każdego dnia. Dobrym przykładem są tu opisane w książce Estulina rozgrywki Komisji Trójstronnej, Klubu Bilderberg i tandemu MFW/Bank Światowy. Ich celem jest posiadanie wpływu na politykę każdego kraju na świecie oraz trzymanie go na krótkiej smyczy kredytowej.
Wszystko to doprowadziło do stanu w którym jesteśmy zwoływani co kilka lat w celu oddania głosu na system, który nas krępuje. O ile możemy poczuć demokrację stawiając krzyżyk przy nazwisku danego kandydata, to nie mamy żadnego wpływu na to co on później zrobi. Mało tego, zwykle jest tak, że obiecanki to jedno a praktyka to drugie. Przypomina mi się tu sprawa zbierania przez PO podpisów w czasie akcji “4 x TAK”. Podpisy zebrano po czym je zmielono. Status quo systemu znów został zachowany.
Przyjrzyjmy się kilku kandydatom startującym w wyborach prezydenckich. Mamy tu następujące nazwiska: Komorowski, Kaczyński, Napieralski, Olechowski, Lepper i Korwin-Mikke.
1. Komorowski.
Za – Jeśli patrzeć na elokwencję, pewien rodzaj powierzchowności i zachowanie, które przystoi prezydentowi, to jest to kandydat dobrze rokujący. Układ prezydent+partia rządząca spod znaku PO zapewni ciszę i spokój w mediach.
Przeciw – Nie możemy zapominać o jego przeszłości, powiązaniu z MON/WSI i wynikającej z tego niejasności co do czystości intencji/patriotycznej postawy. Dodatkowo samo PO jest związane przez osobę założyciela (A. Olechowskiego, członka Komisji) ze wspomnianą wcześniej grupą Bilderberg. Ich działania prowadzą zawsze do utraty suwerenności państw. W dobie tworzenia ponadnarodowego eurokołchozu jest to dodatkowe zagrożenie dla resztek naszej wolności i niepodległości (utraconych de facto przez podpisanie się Kaczyńskiego pod Traktatem Lizbońskim). Układ prezydent-premier z PO gwarantuje podobną do czasów tandemu Kaczyński+Kaczyński monowładzę jednego ugrupowania. A każde skupienie władzy dwóch instytucji w rękach jednej siły/partii otwiera drogę do mataczenia, przepychania ustaw i pomysłów poza kontrolą i wiedzą społeczeństwa.
2. Kaczyński.
Za – Nie wiem czy to dobry argument, ale wiadomo czego się można po nim spodziewać. Połączenie socjalizmu z awersją do eurosocjalizmu. Trochę to pachnie narodowym socjalizmem którego boją się “otwarte umysły” głosujące za wszechwładzą EU i straszące Łukaszenką. Ze względu na jego charakter możemy być pewni zamieszania i utarczek z PO. Jak powiada stare przysłowie: gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Może więc być to dla nas wybór dobry z punktu widzenia kontroli działań PO w sejmie.
Przeciw – Jeśli często oglądamy TV i czytamy wysokonakładową prasę, to kandydat ten zapewni nam szum i wojnę na górze. Nie wszyscy to lubią, nawet jeśli dzięki temu zyskujemy pewność, że politycy zamiast psuć gospodarkę skupiają się na sobie. Tendencja braci Kaczyńskich do tworzenia “Silnego Państwa” jest zagrożeniem dla wolności obywateli. Pytanie co gorsze: silne państwo socjalistyczne typu PRL2 czy silna Unia Socjalistycznych Republik Europejskich v1.0 w wydaniu PO. Jeśli chodzi o wybór kadry to Kaczyńscy nie mają dobrego gustu (youtube: “Co wie o ekonomii prezes Skrzypek“).
3. Korwin-Mikke.
1. Za – Od lat propaguje idee wolnego obywatela i minimalnego wpływu państwa na jakiekolwiek strefy naszego życia. Świetny kandydat dla osób przekładających wolność osobistą i gospodarczą ponad ochronny parasol państwa. Pod tym względem przypomina Rona Paula z kampanii prezydenckiej 2008 w USA.
2. Przeciw – Mizerne szanse na wygraną w wyborach. Fatalne zachowanie w mediach które zyskuje mu wyłącznie przeciwników. Nawet głoszony przez niego zdrowy program (jedyny rozsądny z punktu widzenia silnej ekonomicznie Polski) nie jest w stanie przyćmić negatywnego wrażenia.
4. Olechowski
Za – Kandydat niezależny ;)
Przeciw – Tak jak pisałem wyżej, dyskwalifikuje go powiązanie z globalną elitą trzymającą władzę rodem z USA (Z. Brzeziński i okolice). Jest członkiem Komitetu Wykonawczego Komisji Trójstronnej na Europę. Niezależność w jego wykonaniu to swobodne dryfowanie pomiędzy PO a Stronnictwem Demokratycznym (nie jest członkiem partii, ale przewodniczy Radzie Programowej). Jak ulał pasuje to do strategii Komisji Trójstronnej i Rady Stosunków Międzynarodowych, żeby mieć swoje “wejścia” wszędzie, niezależnie od wyników wyborów. Jeszcze do niedawna informacja o jego powiązaniu z Klubem Bilderberg była zamieszczona na Wikipedii. Jakimś cudem przetrwała tylko wzmianka o Komisji Trójstronnej. Autoprezentacja taka sobie.
5. Napieralski.
Za – Po tytule zawodowym magistra nauk politycznych z dwiema specjalizacjami w zakresie integracji europejskiej oraz administracji i marketingu politycznego możemy się spodziewać polityka, który dobrze wie jak się te lody kręci. Wygląda dobrze w TV i nieźle się wypowiada. Jeśli chcemy zagłosować na kandydata który będzie ładnym prezydentem, to nie powinniśmy się wahać postawić X przy jego nazwisku.
Przeciw – Głos przeciw to głos przeciw rozdawnictwu i okradaniu nas w podatkach do jakiego dąży SLD ze swoim socjalistycznym hasłem sprawiedliwości społecznej. Jeśli do słowa “sprawiedliwość” ktoś musi dodać przymiotnik, żeby przeszło mu to przez usta, to coś tu śmierdzi. Idealny kandydat dla tych którzy darzą sentymentem PZPR i złote czasy Gierka (nota bene do dziś spłacamy kredyt wzięty przez niego z MFW). Jeśli chcemy dopłacać do końca swoich dni do służby zdrowia, w chwale ratować górników przed zwolnieniami oraz finansować z własnej kieszeni związki zawodowe, to możemy zagłosować na niego na równi z pozostałymi kandydatami z wyłączeniem Korwin-Mikkego.
Łatwy wybór mają więc tylko emeryci, wojskowi, służba zdrowia, stoczniowcy i górnicy. Nawet rolnicy muszą się zastanowić nad głosem na Pawlaka. Z jednej strony PSL jest jedyną partią, która od swoich narodzin nie zmieniła nazwy, a z drugiej nie jeden rolnik przejechał się już na dotacjach i regulacjach UE. Poza tym, patrząc na grupy interesów, które PSL od lat reprezentuje jest im bliżej do Panów niż Chłopów.
Podsumowując: mamy do wyboru jedynie zło, mniejsze zło lub rezygnację z uczestnictwa w wyborach (co też jest wyborem przez okazanie braku poparcia systemowi). Myślę, że w pierwszej turze warto zagłosować na kandydata, który z racji swoich poglądów, powiązań i układów jest najbardziej po linii naszych oczekiwań. Jeśli odpadnie, to w drugiej turze pozostaje zrezygnować z uczestnictwa, albo zagłosować na kandydata który jest w opozycji do osoby która najbardziej może zagrozić naszym interesom.
Autor tekstu: “Czy i na kogo głosować?” pisze swoje rozważania w związku z wyborami prezydenckimi i moim zdaniem jest w nich bardzo niekonsekwentny i na dodatek posługuje się stereotypami.
Z jednej strony na początku zadaje zasadnicze pytanie: “Jaka przyszłość czeka Polskę w przypadku wyboru danego kandydata?”, co sugeruje, że rozstrzygnięcie w wyborach prezydenckich ma fundamentalne znaczenie dla Polski (co uważam za prawdziwe), a później w tekście – szczególnie w jego konkluzji – nawołuje do wyboru mniejszego zła, mającego, rzekomo zdaniem autora, polegać na wyborze osoby, która może najmniej zagrozić naszym interesom. Przy czym Autor nie mówi jakie to, jego zdaniem są te nasze interesy, a więc należy zakładać, że chodzi mu o indywidualne partykularne interesy każdego z nas. A więc zasadnicza sprzeczność. A ponad to, jeżeli dobrze zrozumiałem Autora, to moim zdaniem nie na te wybory taka propozycja. Byłaby ona może w jakimś stopniu właściwsza bardziej na wybory samorządowe, choć jak dla mnie to też nie, bo jestem zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich partykularyzmów w działalności publicznej, w której celem nadrzędnym (choć zabrzmi to patetycznie) powinno być zawsze dobro wspólne (pewnie mnie Autor zapyta co ja rozumiem przez “dobro wspólne’ – istnieje jego definicja, nie jest ona ani socjalistyczna, ani nie ma też nic wspólnego z partykularnym interesem indywidualnym). Przy czym Autor argumentując w swoim tekście nie zauważa, że przewrotnie usiłuje nas przekonać wyłącznie do swojego interesu, jaki by on to nie był. Wybór Prezydenta Polski nie może być sprowadzony tylko do wyborów pomiędzy interesami czy to indywidualnymi, czy to nawet grupowymi. To ma nie wiele, a moim zdaniem, to nie ma nic wspólnego z Polską i z zasadniczą podmiotowością takich wyborów. Więc argumentując, trzeba się na coś zdecydować. I nie odmawiam nikomu prawa do argumentacji wyłącznie za swoim interesem, ale trzeba to mówić jasno.
Charakterystyka poszczególnych kandydatów w kategoriach “za” i “przeciw”, a szczególnie dwóch pierwszych, oparta jest głównie na stereotypach i na medialnej propagandzie – odpowiednio wybiórczo zastosowanej przez Autora pod tezy swojego tekstu. Nie zawiera ona w zasadzie żadnej analizy i rzeczywistej merytorycznej oceny poszczególnych kandydatów, więc nie będę z nią polemizował na tym poziomie.
Na koniec moja konkluzja. Żyjemy w demokracji, gdzie interesy wspólnoty powinne być rozstrzygane poprzez odpowiedzialne i aktywne uczestnictwo. Odpowiedzialne, to także świadome – oparte na dostępie do obiektywnej informacji, na prawdzie i niepartykularne. Niepartykularne, to także, a może przede wszystkim, oparte na fundamentalnym systemie wartości i wynikającym z niego nadrzędnych celach.
Stojąc dzisiaj przed koniecznością wyboru najwłaściwszego kandydata w wyborach prezydenckich, moim zdaniem, powinniśmy go oceniać przede wszystkim w kategoriach tych pryncypiów.
Moim zdaniem, waga – odpowiedzialność – znaczenie, jak nigdy dotąd, wyborów prezydenckich 2010 są w obecnej sytuacji porównywalne, a nawet takie same jak
w wyborach czerwcowych 1989. Od nich bowiem zależy czy w Polsce zostanie powstrzymany POlszewizm, czy jako Państwo i jako Naród zachowamy naszą rzeczywistą suwerenność, autentyczną tożsamość i polski narodowy – Rzeczpospolitej system wartości. Od nich też zależy, czy możliwa będzie w realnym najbliższym czasie rzeczywista zmiana i naprawa obecnie bardzo złego i ciężko chorego systemu politycznego Państwa oraz sposobu sprawowania w nim władzy publicznej, poprzez odpowiednią zmianę konstytucji i dalej obowiązujących ordynacji wyborczych dla ustanowienia zasady wyboru organów władzy przedstawicielskiej na wszystkich szczeblach w jednomandatowych okręgach wyborczych.
Z należnym szacunkiem – pozdrawiam.
@Jan
Przede wszystkim dziękuję za komentarz. Każda krytyka jest mile widziana.
Proszę pozwolić, że odpowiem w kilku punktach:
1. “Sprzeczność.”
Ktokolwiek wygra będziemy mieli socjalizm. A co za różnica czy narodowy czy europejski? Proszę nie przewartościowywać wagi wyborów, bo politycy zaraz po ogłoszeniu wyników zaczynają “robić swoje”. I zawsze to co robią jest na naszą szkodę (większość to wie, choć nie zawsze do końca rozumie jak to działa).
Kaczyński podpisał Traktat ustanawiający Unię Socjalistycznych Republik Europejskich, a POlszewicy sprzedali by za tę unię własną matkę. Nie ma dobrego kandydata prawicowego. Co więcej, nawet gdyby był, to nie zmienił by losów kraju w dłuższym horyzoncie. To nie politycy z pierwszych stron gazet rządzą Polską. Oni są tylko marionetkami. I w tym jest problem. Jedyny sposób, żeby powiedzieć im NIE, to powstrzymanie się od głosowania. Każdy rząd boi się utraty poparcia. Wierzę, że coś by się zmieniło, gdyby to poparcie utracili w wyniku wstrzymania się od głosowania większości społeczeństwa.
2. “Dobro wspólne, interesy wspólnoty, nadrzędne cele.”
Chcemy wierzyć, że jest coś takiego jak dobro wspólne. Tyle, że jego nie da się określić, bo składa się z indywidualnych marzeń każdego z nas. Trudno założyć, że cele 40mln Polaków są takie same i nie są sprzeczne. Jedynym celem wspólnym, właściwym dla każdego z nas, jest zachowanie wolności i swobody działania. Zamiast więc mówić o dobru wspólnym, mówmy wprost o wolności. Wybór którego kandydata nam ją zapewni?
3. “Charakterystyka kandydatów”
Obawiam się, że pomimo krótkiej i wybiórczej charakterystyki (dłuższej nikt by tu nie przeczytał, bo łatwiej jest włączyć TV) odpowiada ona rzeczywistości. Jeśli ktoś jest gotów opisać krótko tych kandydatów w lepszy sposób, to serdecznie zapraszam.
4. “Żyjemy w demokracji, gdzie interesy wspólnoty powinne być rozstrzygane poprzez odpowiedzialne i aktywne uczestnictwo. Odpowiedzialne, to także świadome – oparte na dostępie do obiektywnej informacji, na prawdzie i niepartykularne. Niepartykularne, to także, a może przede wszystkim, oparte na fundamentalnym systemie wartości i wynikającym z niego nadrzędnych celach.”
Zgodnie z tym co napisałem w punkcie 2, pytam: co to są interesy wspólnoty? Jakiej wspólnoty?
Aktywne uczestnictwo nic nie zmieni, bo to nie my pociągamy za sznurki. Smutne, ale prawdziwe w obecnej formie demokracji.
Odpowiedzialne uczestnictwo w wyborze NIEODPOWIEDZIALNYCH polityków? Dziękuję, nie zgadzam sie ze względów moralnych.
5. “…czy jako Państwo i jako Naród zachowamy naszą rzeczywistą suwerenność, autentyczną tożsamość i polski narodowy – Rzeczpospolitej system wartości.”
My tej suwerenności nie mamy i nigdy nie mieliśmy. Jeśli sam Kaczyński podpisał Traktat, to który z obecnych kandydatów zapewni rzeczywistą suwerenność?
Wybór jego brata, nawet jeśli założymy jego patriotyczne intencje (i zapomnimy o socjalistycznych poglądach) odsuwa tylko w czasie nastanie Euroimperium w pełnej formie.
6. “czy możliwa będzie w realnym najbliższym czasie rzeczywista zmiana i naprawa obecnie bardzo złego i ciężko chorego systemu politycznego Państwa”.
Rozumiem, że przez 20 lat działania wszystkich polityków z PiS, PO i innch partii mieli oni za mało czasu na zmiany (zwłaszcza w czasach 2xK)? Bez żartów. Patrząc wstecz nie widzę szansy na poprawę w przyszłości. Proszę z tej perspektywy spojrzeć na cały mój wpis na blogu.
Pozdrawiam serdecznie.
Ciekawa wypowiedź w temacie wyborów i kandydatów S. Michalkiewicza: http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1629